Robie liste co do jakiego kartona włozyc. Babel jakby czuł co jest grane, gdy tylko widzi ze pakuje cos do kartonu zaczyna płakac. Na szczescie u moich rodzicow czuje sie znakomicie wiec chyba nie odczuje za bardzo tego stanu przejsciowego. Ciekawe czy mi bedzie przeszkadzac mieszkanie u rodzicow przez 4 miesiace, jakby nie patrzec nie mieszkam z nimi od 9 lat. Nie ma co ukrywac, ze podpisalismy umowe na zakup mieszkania w najgorszym momencie, dom tez w kiepskim czasie sprzedalismy. Rozgladam sie za praca, ale jak na zlosc tu tez widac efekty kryzysu, poza tym w 3miescie zawsze bylo mniej ofert pracy. Zeby sie nie dolowac daje sobie pol roku na znalezienie czegos, a jak nie znajde to pomysle o czyms wlasnym, kilka pomysłów juz mam. Troche jestem zmeczona swoim malzenstwem. Tymi wiecznymi upadkami i delikatnymi wzlotami. nawet kiedy powoli wychodzimy z dolka to ja w napieciu czekam na kolejny kryzys, bo mam wrazenie ze jezeli bede go oczekiwac, to mniej zaboli. I mozliwe ze dzieki temu dziala zasada samospełniajacej sie przepowiedni.
skomentuj (4)
31 lat
2,5 roku małżenstwa, ktore tak jakby stacza sie po rowni pochylej i nie wiem czy jestem w stanie je zatrzymac
2 lata bez pracy, coraz bardziej mi to doskwiera. Słowa "kryzys" i "redukcje etatow" powodują, ze rosnie mi gula w gardle.
1 rok i 10 miesiecy - tyle ma sens mojego zycia, osoba dla ktorej znajduje sily zeby zwlec sie rano z lozka i jakos funkcjonowac
1 miesiac - tyle mam czasu na spokowanie calego dobytku i wyniesienie sie na polnoc
3 tygodnie - tyle czasu walczylam z zapaleniem oskrzeli i grypa
15 minut - tyle czasu potrzebowal moj maz, zeby doprowadzic mnie do takiej wscieklosci, ze o prawie go uderzylam..
Święta były husteczkowe, z wiadomego powodu. Po swietach jest nieco lepiej, wychodzimy z kolejnego dolka. Mialam juz tak serdecznie dosyc, ze mialam zamiar zostawic mu wszystko, niech sobie wezmie ten dom z wszystkimi dodatkami, ja chcialam zabrac tylko ubrania swoje i Babla, wrocic do rodzicow i zaczac wszystko od nowa. Tylko plakalam za kazdym razem, kiedy Babel siadal na kanapie i powtarzal pod nosem "ta-ta, ta-ta". ehh, musze jakos wyluzowac, nauczyc sie miec wiekszy dystans, zeby kazda kolejna awantura (bo niestety spodziewam sie ich wiecej) nie powodowala, ze jestem tak potwornie rozbita, ze nie potrafie normalnie funkcjonowac. Zawsze mocno poddawalam sie emocjom, ale coraz bardziej zaczyna mi to przeszkadzac w zyciu, a dodatkowo odbija sie na Bablu. Chcialabym miec taki dystans do wszystkiego jak Maz. On na luzie, nawet jak ma stresy to generalnie za bardzo sie nie przejmuje, wszystko spokojnie, bez pospiechu. Tylko ze on tym swoim luzem mnie wykonczy.. Naprawde powinnam zaczac byc tym kwiatem lotosu na tafli jeziora. Aha, dom poszedl.. W znajome rece.. Powinnam sie cieszyc, ale niestety mam wrazenie ze okradziono nas w bialy dzien... Coz, moj Maz zawsze chcial aktywnie dzialac charytatywnie..
skomentuj (1)
No coz.. O ile jestem pełna nadzieji na jakies sensowne rozwiazanie z developerem (mamy umowione spotkanie z zarzadem na poczatku stycznia), to niestety nie wiem, czy jest sens sie tam w ogole pokazywac. Bo sama tak duzego mieszkania nie utrzymam, a nie mam pewnosci czy bedziemy tam mieszkac z Mezem. Czy w ogole Maz bedzie mezem. O co poszlo?? O to, ze nie zareagowałam tak jak on tego oczekiwał. Ze na (wg mnie) krzywdzace rozwiazanie (czyli przedaz domu prawie za bezcen) zareagowałam negatywnie, a nie powiedziałam "no zajebiscie, ze udalo Ci sie znalezc taki sposob rozwiazania sprawy". Poklocilismy sie, ale o ile ja jestem juz gotowa do rozmow, to Maz woli kisic sie w tej swojej zlosci. Uslyszałam wczoraj, ze on nie wie teraz jak z nami bedzie, ze teraz on ma to w dupie i nie bedzie sie starac. Chwilami mam dosc, mam ochote zakonczyc to wszystko, bo wydaje mi sie ze bedzie mi lepiej bez niego. Bez tych jego fochów, obrazania sie, wiecznych wymowek jaka to ja zla jestem. Ale z drugiej strony nadal go kocham i wiem, ze jezeli sie postaramy to nam sie uda. Tylko on musi zrozumiec, ze nie moze oczekiwac ode mnie konkretnych reakcji. Ze nie zawsze to co wg niego jest dobrym rozwiazaniem to wg mnie bedzie kiepskim.
Dopisane:
nastroj zmienia mi sie z godziny na godzine. W poludnie rycze, jestem zdolowana i zastanawiam sie gdzie podzial sie ten facet w ktorym sie zakochalam. Po poludniu jestem wkurwiona na niego, ze funduje mi taka jazde, ze z jakiejs pierdoly zrobil afere jakby mnie conajmniej na polrocznym romansie nakrył. On sie zastanawia, czy mozemy byc ze soba. No to fajnie, szkoda tylko ze moze byc tak, ze jak juz sie zastanowi to ja nie bede chciala z nim byc. Bo nie wiem czy bede w stanie wybaczyc mu to, co teraz mi robi.